906 brak hosta 906 brak hosta wymiana linkow index

Menu

index



Nowy wstrząs kutra był tak silny, że upadli. Rozległ się głośny trzask, jakby statek przełamał się na pół. Rzucili się do wyjścia. W luku ukazała się twarz jednego z marynarzy. — Wychodźcie! Prędzej! — krzyknął. Aleksjej chwycił pasy ratunkowe, jeden włożył na Topolewa, drugi na Tanie. Dziewczyna na moment przypadła do niego. — Alosza, ratuj Beridzego... — wyszeptała całując go mocno. I rzuciła się ku Beridzemu, żeby się z nim pożegnać. Aleksjej przytrzymując Topolewa ruszył po chwiejących się schodkach. Wyskoczyli na pokład. Tu zwalił się na nich wyjący wicher. W dzikim szaleństwie żywiołu nie można było zorientować się gdzie jest niebo, gdzie brzeg, gdzie cieśnina. Wszystko się skłębiło. Kuter to zamierał, to znów parł wściekle naprzód. — Motor zupełnie odmówił posłuszeństwa! — rzucił Poliszczuk Beridzemu. — Trzeba będzie skakać do wody.