Ostatnią sekcję opuszczono ręcznie, zespołowym wysiłkiem setek ludzi. Kierował nimi sam Beridze. Silin
przeżywał męki patrząc, jak ludzie wytężali siły przesuwając centymetr po centymetrze stalową machinę ku przerębli. Uważał, że obawy naczelnego inżyniera co do lodu są bezpodstawne i wymyślał mu w duchu, a nawet na głos. Upatrzywszy chwilę, kiedy Beridze wezwany przez zarząd do selektora przemknął obok niego na samochodzie, wjechał traktorem na lód.
W gorączce pracy nikt na to nie zwrócił uwagi. Aleksjej usłyszał charakterystyczny warkot motoru dopiero wtedy, gdy traktor był już zupełnie blisko. Drgnął i popędził naprzeciw. Rozłożywszy ręce krzyczał z wściekłością:
— Natychmiast zawracaj!! Wracaj! Lód się załamie! Wracaj! Wszystko zniszczysz, łotrze!
Jakby załamany siłą tego krzyku, lód rozwarł się z ogłuszającym trzaskiem i ogromny traktor, rycząc i skrobiąc lód gąsienicami, pogrążył się w otchłani. Osłupiały Aleksjej zatrzymał się na chwilę, po czym rzucił się na miejsce katastrofy. Pełznąc dobrnął do ziejącej przerębli. Na krzyk Aleksjej a ze wszystkich stron zaczęli biec ludzie. Silin nawet nie ukazał się na powierzchni wzburzonej wody przerębli — widocznie od razu musiało go wciągnąć pod lód. Wstrząśnięci katastrofą, pracownicy długo nie mogli odejść od tej niespodziewanej mogiły towarzysza; wszystkie próby, żeby wyciągnąć choćby zwłoki Silina, nie dały żadnego rezultatu.