Okazało się, że zadanie to jest niesłychanie trudne, inżynierowie znaleźli się niemal w sytuacji bez wyjścia.
W Nowińsku, podczas opracowania projektu robót w cieśninie, powstały dwa warianty dotyczące spawania i przenoszenia rur na lód. Kowszow proponował spawanie zespołów na brzegu, po trzy rury, przewożenie tych zespołów na lód samochodem i łączenie ich tam w długie ogniwa. Beridze nie zgadzał się z propozycją Aleksjeja. Jego /daniem „sufitowe" spawanie zespołów na lodzie było nie do pomyślenia: spawacze nie mogli pracować leżąc pod rurami, trzeba by podnosić rury na wysokie podpory albo żłobić rowy w lodowej powłoce.
Kowszow zgodził się z wywodami naczelnego inżyniera i przyjął jego propozycję, aby spawać półkilometrowe ogniwa na brzegu i traktorami ściągać je na lód.
Spróbowali tak zrobić i nie udało się. Dwa sześćdzie-sięciokonne traktory nie mogły nawet ruszyć rurociągu z miejsca. Aleksjej chciał puścić w ruch trzeci traktor i jeśli trzeba będzie, nawet czwarty, ale Beridze powstrzymał go. Obawiał się słusznie, że podczas przeciągania rur styki będą nadmiernie naprężone, a to wpłynie zgubnie na ich wytrzymałość. Należało liczyć się także z tym, że w czasie przesuwania ciężka metalowa masa może załamać lód.