Od strony brzegu podszedł ku nim Silin. Nie od razu go poznali — traktorzysta nie miał już rudych „baczków", które wywołały ich zdumienie w domku pod śniegiem. Silin ucieszył się ze spotkania z inżynierami, jakby byli jego krewnymi.
— Opowiedz, Sjemionie, jak się tu dostałeś? — prosił Aleksjej obejmując go.
— Zupełnie dobrze. Traktor w porządku, można go choćby zaraz zapuszczać.
Silin nic więcej nie dodał, ale Aleksjej wyobraził sobie, ile musiał znieść ten silnie zbudowany, skromny człowiek, zanim zdołał doprowadzić na miejsce swój wielki traktor.
— Gdzież to się zawieruszyłeś? Szukaliśmy cię.
— Na odcinku były takie ciemności, że dłużej nie mogłem tego znieść: dałem drapaka, aby być bliżej światła — zażartował Silin.
— A dokąd?
— Po zebraniu partyjnym, na którym daliśmy Mierzla-. kowowi ostatnie ostrzeżenie, ten uwziął się specjalnie na